Kiedy byłam mała jedną z moich ulubionych bajek była "Pocahontas"...nie. Nie byłam typową dziewczynką. Zdecydowanie wolałam jeździć w taczce i wchodzić na ogromne wzgórza węgla razem z moim starszym siostrzeńcem. Podobno ciężko było nas domyć. Jeżeli miałam wybierać pomiędzy siedzeniem przed telewizorem, a wspinaniem się na drzewa to bezdyskusyjnie wygrywało to drugie. Niestety moje wyprawy zazwyczaj kończyły się gipsem na jakiejś części ciała. Limo też miałam. Gdzie w tym wszystkim lalki i bycie księżniczką? Zdecydowanie to nie moja bajka.
Piórka-to one przywołują Pocahontas, przynajmniej mi. W dzisiejszej stylizacji dominuje brąz i beż. To połączenie swego czasu było moim ulubionym. Biel i czerń powodują, że stylizacja nie jest nudna, a głównej kompozycji nie jest za dużo.
Wakacje! Niestety pogoda taka średnia, szału nie ma, ale ujdzie. Słoneczko nieśmiało przebija się przez chmury, leciutko ogrzewa blade ciała promieniami i, co najważniejsze, pięknie rumieni truskawki, które dzięki niemu stają się słodkie jak ja! No dobra, poniosło mnie, stają się słodkie jak nocne marzenia :D To moje ulubione owoce, uwielbiam się nimi "bawić", wykorzystywać do różnych deserów, ciast i tortów. Jednak zdecydowanie najlepiej smakują z bitą śmietaną, zajadane na plaży w najlepszym towarzystwie! Podzielę się z Wami szybkim przepisem, który przeniesie Was do słodkiego raju.
W dzisiejszym odcinku: KOKTAJL TRUSKAWKOWY Idealny na upalne dni, orzeźwiający, lekki, cudownie smakuje. Jako mała dziewczynka mogłam go pić litrami! No dobra, teraz też :P Polecam wszystkim miłośnikom truskawek.
Składniki:
1kg odszypułkowanych truskawek
0,5l maślanki
5 łyżek cukru (można mniej, można więcej, zależy od upodobań)
łyżeczka soku z cytryny (opcjonalnie)
Umyte truskawki i cukier umieścić w blenderze, zmiksować na całkiem gładką masę (w tej postaci można przelać do plastikowych kubeczków, zamrozić, a w środku zimy poczuć w ustach lato). Dolać maślankę i sok z cytryny, wymieszać. Schłodzić i... gotowe! Smacznego :)
Słonko mocno przygrzewa, ramionka pieką, wszędzie czuć swobodę, powietrza nie zatruwają już prace domowe i nauka, czyli jednym słowem WAKACJE! Chyba nikt nie pojawia się w ostatnim tygodniu w szkole, no może sporadycznie, bardziej żeby spędzić czas ze znajomymi. Dla 223+421 ostatni tydzień będzie pełen wrażeń, przygód, morza i wesołych miasteczek! :) Mamy zamiar porządnie się pożegnać przed tymi dwoma miesiącami rozłąki. Dobrych przekąsek zabraknąć też nie może, więc przedstawiam Wam jedne z moich ulubionych ciasteczek- domowe pieguski!
W dzisiejszym odcinku:PIEGUSKI To jest miłość od pierwszego... gryza :) Są miękkie, idealnie słodkie z chrupiącymi kawałeczkami orzechów i, co najważniejsze, zawierają małe cząstki czekolady. Pierwszy raz zrobiłam z pojedynczej porcji, co było dużym błędem, bo nawet nie zdążyły wystygnąć. Wam od razu polecam podwojenie składników, nie pożałujecie!
Składniki:
1 i 1/3 kostki masła (ewentualnie margaryny)
2 szklanki mąki
3/4 szklanki cukru
1 jajko
czubata łyżeczka proszku do pieczenia
tabliczka mlecznej czekolady
garść orzechów, najlepiej włoskich
Masło z cukrem utrzeć na lekką, puszystą masę. Dodać jajko i miksować jeszcze przez chwilę. Przesianą mąkę z proszkiem wsypać do masy i wymieszać (można to zmiksować, ale dosyć ciężko idzie). Czekoladę i orzechy posiekać w drobne kawałki, wymieszać z ciastem. Na nasmarowaną tłuszczem blachę, łyżeczką wykładać ciasto. W trakcie pieczenia uformują się piękne placuszki, więc trzeba zostawić między nimi odstępy, tak aby nie wyszedł Wam jeden wielki piegus ;P Piec około 15 minut w temperaturze 180 stopni. Miłego wcinania!
Imprezy to ogromny rytuał dla wielu kobiet. Każde przyjecie wiąże się z nowym nabytkiem, bo podobno kobieta nie może pokazać się dwa razy w tym samym. Bzdura! Oczywiście, że może, tylko w innym towarzystwie. :P Wracając do rytuału: włosy, paznokcie, makijaż..wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Mi to nie wychodzi, dlatego zazwyczaj spóźniam się na imprezy, bądź rezygnuję z paznokci.
Zdecydowanie należę do tych dziewczyn, których "będę gotowa za 5 minut" oznacza to samo, co u faceta "będę za 5 minut", gdy wraca z imprezy w towarzystwie kumpli.
Post ze wstępem imprezowym, ponieważ stylizacja uwieczniona na poniższych zdjęciach, została stworzona specjalnie na 8naste urodziny Ali, którą serdecznie pozdrawiam i po raz tysięczny życzę
WSZYSTKIEGO CO NAJLEPSZE!!!
Połączenie bieli i czerni-taki bezpieczny standard, który uwielbiam.. Bluzka z koronkowym tyłem i ćwiekami przy dekolcie komponuje się idealnie ze spódniczką w asteckie wzory. Niepasującym elementem są buty, jednak inne nie wchodziły w grę z powodów, których, uwierzcie mi na słowo pisane, nie chcecie znać. Na chwile obecną nie założyłabym też tych kolczyków. Zupełnie nie podobają mi się w tej stylizacji. No trudno, było, minęło, więcej się nie powtórzy.
Kierowana krzykami Julki (<3), w końcu piszę post o Jaredzie Leto. Nie, żebym nie chciała, po prostu czasu ostatnio brakuje. Dawno mnie tutaj nie było, a feee Ruda, a feee.
Dzisiaj w szybkim czasie dotrzemy na Marsa.
Najbardziej urzekający jest w tym zespole Jared Leto, wokalista. Ma w sobie coś magnetyzującego, coś co sprawia, że chce się go słuchać więcej, dłużej, mocniej. Przyznam, że na początku nie podobało mi się jak śpiewa, Julka pokazywała mi kolejne piosenki, które niespecjalnie do mnie trafiały. Nie wiem, czy po prostu dojrzałam, czy zaczęłam wreszcie słuchać tak naprawdę, ale zaczęły mnie chwytać za serce.
To piękne kłamstwo To doskonałe zaprzeczenie Takie piękne kłamstwo, by w nie uwierzyć Takie piękne, piękne kłamstwo tworzy mnie
Ich utwory są o czymś, czego nie można powiedzieć o większości współczesnych piosenek. Jared swoim zmysłowym głosem przekazuje ten ukryty sens każdej piosenki.
Jeśli miałabym krytykować, stwierdziłabym, że w górach strasznie zdziera gardło, co wynika ze złej emisji, ale oczywiście nie krytykuję Julko ;) Ja go <3
Za to doły ma naprawdę zmysłowe, jego głos dociera do każdej komórki kobiecego ciała i rozpala je do czerwoności, nie żartuję. Przynajmniej ja mam takie właśnie odczucia, kiedy zaczyna swoje piosenki własnie dołami.
Jego stylizacje mogą często zaskakiwać, ale przecież to gwiazda rocka, więc można jej chyba wszystko.
Jared jest nie tylko wokalistą zespołu, jest także jego gitarzystą, aktorem, reżyserem i modelem.
Jego wszystkie filmy okazują się wielkim sukcesem, to świadczy o wielu talentach mężczyzny.
Na ile lat on wygląda, hmm? Bo dla mnie na dwadzieścia parę. Czy on aby na pewno urodził się w 1971? Może matka podpisała nie wtedy kiedy trzeba akt urodzenia? Pani Leto, proszę się przyznać! Nieładnie tak kłamać tyle lat!
Miałam oceniać, wyszło informująco, ale gdybym za bardzo rozpisała się o jego wokalu, mogłaby wyjść notka o treściach wyłącznie dla dorosłych, a na to dziewczyny by mi nie pozwoliły. Ej! Tyle czasu już proszę o ocenzurowanie treści!
Minimalizm, elegancja i klasyka poszły w kąt. Komu chciałoby się śmigać w szpilkach czy koszuli na biwaku, ekhym..rozkładanie namiotów ostatnio w modzie. Przez całą wycieczkę stawiałam na wygodę: buty na płaskim, dresy lub leginsy, luźne, niekiedy duże bluzki i oczywiście serducho od serca na nadgarstku, które jest ze mną zawsze i wszędzie.
Odpoczynek od tego co kocham w swojej szafie, czyli obcasów, dopasowanych spodni i spódniczek zdecydowanie dobrze mi zrobiło. Potrzebowałam czegoś takiego. Trzy dni w domkach, ogrodzonych siatką i otoczonych polem to właściwe miejsce na relaks.
Dawno nie byłam w kuchni, zbyt dawno... Mam tyle zajęć w weekendy, że nie mogę sobie pozwolić na taką przyjemność. Ale niedługo wakacje, świeże owoce, więc na pewno wszystko sobie odbiję :) Kto uważnie czytał poprzedni wpis, z pewnością zauważył tam moją małą obietnicę. Ciasto piekłam już tydzień temu, ale dopiero teraz mogę się podzielić z Wami przepisem.
W dzisiejszym odcinku: JABŁECZNIK KRÓLEWSKI
Karolina często mi powtarzała, że jabłecznik Jej siostry bije wszystkie inne na głowę i faktycznie, okazał się dobry, jednak mojego ulubionego nie pokonał :) Spróbowałam go na after party już w domu i od razu wiedziałam, że muszę mieć przepis. Jest słodki, wilgotny, królewski. Połączenie jabłek z czekoladą i kremem budyniowym jest nieziemskie. Spróbujcie koniecznie!
Składniki (na blachę ok 23x30cm):
BISZKOPT:
4 jajka
3/4 szklanki cukru
pół szklanki mąki ziemniaczanej
pół szklanki mąki pszennej
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
Jajka (całe) z cukrem ubić na bardzo puszystą masę (Mama zawsze mi powtarzała- "Osiem minut miksuj, wtedy będzie najlepszy!" :) ) Po tym czasie dodać przesiane mąki z proszkiem. Bardzo delikatnie wymieszać łyżką. Przelać do wyłożonej papierem formy. Piec ok. 40 minut w piekarniku nagrzanym do 170 stopni.
Jabłka umieścić w garnku i podgrzewać do momentu, w którym zaczną "bulgotać". Wsypać galaretki i energicznie wymieszać, tak żeby się rozpuściły. Masę wystudzić, wylać na biszkopt dopiero kiedy zacznie lekko tężeć.
KREM BUDYNIOWY:
gotowy krem do karpatki
Wystarczy postępować zgodnie z instrukcjami znajdującymi się na tyle opakowania. Wyłożyć na ciasto dopiero wtedy, kiedy jabłka całkiem zastygną.
POLEWA
dwie mleczne czekolady
100ml mleka
Czekolady rozpuścić w kąpieli wodnej (do większego garnka wlewamy wodę i gotujemy ją; na ten garnek stawiamy mniejszy, tak by nie dotykał dnem wody, wsypujemy do niego połamaną czekoladę i cierpliwie, nie mieszając, czekamy aż się rozpuści; dopiero po całkowitym rozpuszczeniu wlewamy mleko i mieszamy do połączenia). Gorącą polewą możemy tworzyć na kremie najróżniejsze zygzaki, napisy, rysunki czy wzory lub po prostu gładko pokryć całą powierzchnię.
Ciasto przechowywać w lodówce.
Poczujcie się jak królowe, nie przejmujcie kaloriami i smacznego!