Wiosna w pełni! Słońce, zieleń na drzewach i radość w powietrzu. Czujecie to? My poczułyśmy i jak już dawno, dawno, dawno pisałyśmy, to najlepszy i najwyższy czas na zrzucenie "zimowej oponki". Więc na początku wszystkie trzy ostro ruszyłyśmy z dietą, codziennie (prawie) ćwiczyłyśmy, zaczęłyśmy zdrowszy tryb życia. Pierwsze efekty szybko się pojawiły, co dodatkowo nas zmotywowało. I tak pewnego pięknego wieczoru zaczęłyśmy wspominać, jak zimą wcinałyśmy zupki chińskie i czekolady. Kilka razy w tygodniu, zawsze po 23. Efekt naszych wspomnień był taki: Ruda wysłana do sklepu, trzy zupki, trzy czekolady. Złamałyśmy się! Ale tylko raz (no dobra, od tamtego czasu już jakoś specjalnie diety nie trzymamy, a ćwiczenia dawno poszły w zapomnienie...)! Wypadłyśmy już z wprawy i zupki strasznie nam się pomieszały. Przyprawy lądowały w złych makaronach, ulubione proporcje zanikły. Ale i tak uczta była nieziemska! Nie wspominając o wyrzutach sumienia następnego dnia...
Paznokcie to bardzo ważny element stylizacji, którego w żadnym razie nie można ominąć! Zadbane paznokcie to wizytówka kobiety, dlatego, drogie Panie, nie zapominamy, a dopinamy wszystkie stylizacje na ostatni guzik.
Jeżeli nie mam ochoty nakładać koloru na paznokcie to staram się chociaż pokryć je jedną warstwą odżywki (to też nie zawsze mi wychodzi, ale najważniejsze są starania).
W ostatnim czasie moje serce zostało zdobyte przez wszelkiego rodzaju połączenia z brokatowymi lakierami i to też dzisiaj Wam zaprezentuję.
Czasami dopada mnie, po prostu, bez większych przyczyn, zły dzień. Wszystko boli, nastrój wręcz grobowy, wisząca w powietrzu obojętność i nawet na przytulanie ochoty brak. No, chyba każdy tak ma. Nie lubię tego bardzo, więc staram się walczyć ze wszystkich sił. Odpuściłam sobie naukę, zrobiłam kilka rzeczy tylko dla siebie i nic, dalej wszechobecny brak radości, bo smutkiem tego nazwać się nie da. Ale zaraz, zaraz! Przecież szkoda dnia na takie przesiedzenie. Czas na szereg pytań. Dlaczego? Nie wiem. Po co? Nie wiem. Jak? Po prostu. Co może pomóc? Upieczenie czegoś pysznego! Więc do roboty.
W dzisiejszym odcinku: SZKOCKI SHORTBREAD Ze względu na sytuację w domu w ten weekend miałam nie mieć czasu na zabawy w kuchni. No ale się nie dało, na szczęście :) Potrzebowałam czegoś prostego w wykonaniu, szybkiego, czegoś, co na pewno się uda. No i znalazłam. Ciasteczka ponoć są bardzo znane, ja się z nimi spotkałam pierwszy raz i na pewno nie ostatni. Trochę zmodyfikowałam przepis, jak każdy z resztą. I VOILÀ. O to są, kruche, maślane, cytrynowe, delikatne i pyszne. A co najfajniejsze, całkowicie odmieniły mój humor. Jak niewiele potrzeba do szczęścia :)
Składniki:
250g zimnego masła dobrej jakości (82% tłuszczu)
150g cukru pudru
220g mąki pszennej
100g skrobi ziemniaczanej (skrobi, nie mąki)
drobno otarta skórka z cytryny
sok z 1/3 cytryny
Suche składniki przesiać, wrzucić do miski. Dodać masło, wszystko posiekać. Dodać skórkę i sok z cytryny (jeżeli lubicie mocno cytrynowe wypieki, można użyć trochę więcej soku). Składniki szybko zagnieść, tylko do połączenia. Ciasto powinno być aksamitne, delikatne i jasne. Formę o wymiarach około 20x30cm wysmarować masłem, dno wyłożyć papierem do pieczenia, wykleić je ciastem. Używając ostrego noża naciąć ciasto, tworząc około 20 kwadracików lub paluszków. Wstawić na 20 minut do lodówki. Po tym czasie wstawić do nagrzanego do 180stopni piekarnika, piec około 35 minut, do uzyskania złotego koloru. Po upieczeniu lekko wystudzić, pokroić według wcześniej naznaczonych linii. Można oprószyć cukrem pudrem. Smacznego!
Połączenie białej, koronkowej bluzki, jeans'ów, bransoletki z kokardkami jest bardzo urocze i dziewczęce, dlatego postanowiłam dodać do tego coś co złagodzi te słodycz niewinnej blondynki. Czarny żakiet ze złotymi i srebrnymi ozdobieniami oraz lity zdały egzamin.
Najbardziej w tej stylizacji kocham...zdecydowanie wszystko! Nawet żakiet ze świecidełkami, których normalnie nie znoszę. Luźna, maskująca bluzka jest bardzo komfortowa, a to równoważy się z byciem na obcasach. Nigdy nie czuję się w nich pewnie.
Dziewczyny, pamiętajcie o butach na zmiane!! Nie popełniajcie mojego błędu. Na samym końcu "seszyn" moje nogi odmawiały posłuszeństwa, więc do Bursy wracałam w "nice shoes", czyli w samych skarpetkach.
Jakby ktoś mnie zapytał o wzór wokalu, artyzmu, wszystkiego... no wszystkiego...
To podałabym przykład Igora z LemON'a... po prostu genialnie... Jest fenomenalny.
Brak słów.
Igor ma taki przekaz jakiego brakuje osobom z techniką... nie... nie podam danych osobowych.
Dla mnie najważniejsze jest to coś, w końcu przeciętny człowiek nie zna się na tych wszystkich interwałach i innych duperelach (kolokwializm... chamścieje na starość ;>) chce czegoś więcej od muzyki, chce głębi, chce poczuć ją w każdej komórce ciała i zazwyczaj zapewnić mu to musi wokalista, a to potrafi Igor.
Muzyka ma poruszać serca, góry tego nie uczynią, mogą zadziwić i zaimponować, ale to właśnie "to coś" sprawia, że chcemy wracać ciągle i ciągle do tej piosenki, która ma dla nas taką właśnie wartość.
Taka powinna być muzyka. Powinna być ukojeniem, solą na otwarte rany ale zarazem aloesem na strapione serca, to właśnie ona ma wywoływać skrajne emocje w słuchaczu, który zapomina o całym świecie, kiedy słucha piosenki.
Wokalista staje się nagi na scenie... po prostu musi obnażyć całemu światu wszystkie swoje słabości, wtedy musi być prawdziwy...
Często zastanawiam się, czy tego można się nauczyć. Na pewno dużo trzeba przeżyć, otworzyć się na muzykę, słuchacza, nie bać się rozdrapywać ran na nowo, to musi być w nas. Każdy, myślę, może to w sobie znaleźć, ale nie każdy chce i to jest właśnie problem współczesnej muzyki. Ambitniejsi ścigają się, kto będzie miał większą skalę, kto zaśpiewa trudniejszą piosenkę, a potem "niesprawiedliwie" publiczność pokocha Ryszarda Rynkowskiego, mimo że nie ma techniki i jego piosenki nie wymagają skali Whitney Huston. Czemu tak jest? Bo są na tym świecie ludzie, którzy słuchają sercem. A serce nie słyszy ozdobników i gór czy dołów, serce ma ustawioną częstotliwość na kanał "Emocje".
Karolina z Rudą leżą na łóżku. Jutro nie idą do szkoły, więc mogą. W sumie, gdyby szły, to też by mogły. Ruda już wsunęła tabliczkę czekolady, Karolina ma za sobą już dwie. Moja grzecznie czeka na otwarcie. Wiosenna depresja? Ależ skąd! Po porostu niczym niewytłumaczona, niedająca się zagłuszyć ochotka. O! A Karolina miała być wysoka po "bratach"! Hihihi nie wyszło :D Jestem niepoprawnym miłośnikiem słodyczy. Jak byłam młodsza, nie miało znaczenia czy to batonik, cukierek cy żelka- byleby słodkie. Teraz, od czasu do czasu, pozwalam sobie na małe zapomnienie z czekoladą. KOCHAM CZEKOLADĘ!
W dzisiejszym odcinku: CIASTO CZEKOLADOWE Z PIERNIKOWĄ NUTĄ Co dosyć dziwne, mimo mojej, prawdziwej i wiecznej miłości do czekolady, nie przepadam za lodami, budyniami, kremami ani ciastami o tym smaku. Ale przeglądając przepisy natknęłam się na ten, który Wy również zaraz poznacie. Ostatnio było ciasto dosyć mocno waniliowe, więc czemu by nie zaryzykować? No i jak się okazało, ogromny sukces! W domu wszyscy się zachwycali, a w bursie... Po pierwszym gryzie Kornel stwierdził, że idziemy po mleko. Tak więc, najbardziej polecamy z mlekiem. Na ciasto są już kolejne zamówienia :) A Ruda...znowu nie zdążyła na premierę!
Składniki:
4 jajka (temperatura pokojowa)
200ml oleju, najlepiej o neutralnym smaku
2 szklanki kefiru
500g mąki pszennej
300g cukru
3 czubate łyżki kakao
4 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
5 łyżeczek przyprawy korzennej
2 tabliczki mlecznej czekolady, posiekanej (można też użyć gorzką, ale ja bardziej polecam mleczną)
Mąkę, proszek, kakao i przyprawę korzenną przesiać. Wymieszać z cukrem. Jajka, olej i kefir zmiksować tylko do połączenia składników. Dodać suche składniki i zmiksować na gładką masę. Doda posiekaną czekoladę i wymieszać łyżką. Formę o wymiarach 24x30cm posmarować masłem, wysypać bułką tartą. Wylać masę. Piec w temperaturze 175stopni, przez około 45 minut. Po wystudzeniu można posypać cukrem pudrem. Najsmaczniejszego!
Witam miłych internautów... mądrze i kulturalnie to zabrzmiało, nie powiem. No, ale że dzisiaj humoru nie mam, miłego wpisu nie będzie.
Zacznę od pięknego pytania:
Uwaga! Do wygrania dwa batony i wycieczka na Karaiby (piesza).
Pytanie brzmi: W Polsce jest sejm czy senat?
No to już bardziej zorientowani wiedzą, o czym ta piękna, ruda, zacna, inteligentna, cudowna Roksi (tak, chodzi o mnie) mówi.
Dzisiaj troszkę z serii o Kubusiu Puchatku, czyli miodzik - Honorata srata Skarbek.
Piękna, mądra... hihi.... no idealna celebritis... no bo piosenkarką ją nazwać, to grzech (a ja u spowiedzi byłam).
Tak dla przypomnienia, chociaż pewnie każdy zacny czytelnik naszego cudownego... hihi... bloga (zresztą pozdrawiam serdecznie) wie, w czym trawa piszczy, czy jak to było ;)
Teraz przed państwem, jej cudowna buźka. Nie powiem, ładna z niej dziewka, ale te cudownie zagryzione wargi, po prostu bosko.
Nie wiem, czy mam tutaj coś jeszcze napisać, przecież jej muzyka mówi sama za siebie.
Jeśli mogę być szczera, po tych wszystkich opowieściach, myślałam, że jest gorsza, ale nie jest aż tak straszna, ciągle śpiewa z playbacku, sama nigdy nie jest na tyle zdrowa (?!), żeby móc zaśpiewać na żywo, ale co? Przez to gorsza jest? Może ona ma jakąś słabszą odporność? Może mama jej witamin nie dawała, jak była mała? Jest przez to gorsza?
TAK.
Ale ładnie te policzki zagryza, żeby mieć ładne kości policzkowe, możemy się od niej uczyć pozowania do zdjęć. Co z tego, że wygląda wtedy jakby robiła... hmm... w łazience... no 2 jak to Karolinka śliczna dziewczynka (hihi) mówi.
Taaaa... śliczna... taborecik mój kochany <3
Dobra, coś mądrego napiszę, żeby nie było, że do liceum nie chodzę.
Tak, więc... Nie jest dziewczyna aż tak straszna. Powinna się jedynie zastanowić, o czym są piosenki, które śpiewa.
Jestem smuuutna.... yeaaaaahhhh... uuuuu...
I uśmiech do kamerki, jeszcze oczko puści...
No smutno mie teraz....
No to tyle, bo Bartek mnie tu na kolacje ciągnie... hihi... nie nie na randkę,.... bo to nie jest randka, prawda?
Z racji tego, że chodzimy na kolacje na stołówkę, to raczej randka nie jest...
PS: Pragnę Bartusiowi pogratulować, ponieważ przeszedł do etapu OGÓLNOPOLSKIEGO w konkursie historycznym. A co myślicie, że my mądrych znajomych nie mamy? I dobrze myślicie :)